To stosunkowo nowe miejsce na mapie Poznania, nigdy go wczesniej nie widzialem, a rzuca sie w oczy latwo dzieki oryginalnej fasadzie przy wejsciu. Nigdy nie slyszalem, ani nie czytalem slowa o tej restauracji, Monia zaproponowala, mysle sobie – czemu nie.
Doswiadczenie bylo o tyle ciekawe, ze napisze pare slow. Na poczatku zaznacze, ze sala byla zupelnie pusta (piatek, wczesnym popoludniem) jedyny zajety stolik zajmowala pani przerzucajaca papiery z jednej sterty na druga, w miedzyczasie klepiac na kalkulatorze. Miejsce jest eleganckie, przestronne z duzymi oknami wychodzacym na Sw. Marcin, lubie Poznan, to i podobal mi sie widok, tramspotting, pierwsze wrazenie bardzo pozytywne. Menu niezbyt rozbudowane, jezeli chodzi o wybor daleko mu do tego z Estelli, ale rowniez jest z czego wybierac.
Zamowilem tatar i poledwice zawijana w szynke parmenska z szparagami w kurkowym sosie, Monia pasztet z kaczki na cieplo i poledwice wolowa w sosie gorgonzola. Jako dodatki wzielismy ja ziemniaki gratin, Monia frytki.
Od razu napisze, zeby miec to z glowy, ze jezeli chodzi o mnie frytki i te ziemniaki z miejsca dyskwalifikuja to miejsce. Zaden szanujacy sie szef kuchni nie zaserwowalby tego swoim gosciom. Frytki zamiast usmazone byly ugotowane na miekko w cieplym zaledwie oleju, miekkie, polsurowe, nasiakniete olejem, gorszych (nie przesadzam) nie podano mi nigdzie i nigdy w zyciu, w budkach nad morzem frytki sa o niebo lepsze. Zostaly odeslane z powrotem do kuchni i Monia poprosila o zestaw warzyw. Moge sie mylic, ale warzywa sprawialy wrazenie, jakby byly dopiero co wyjete z zamrazarki i zanurzone na chwile we wrzatku. Podane bez odsaczenia wody. Zostaly w polmisku. Moje ziemniaki upieczone byly rano, albo dnia poprzedniego i odgrzane w mikrofali, w najlepszym razie w piekarniku, polowa zbyt twarda, ze spalonymi krawedziami. Ogolnie te dodatki to bylo jakies kompletne nieporozumienie i, powtorze sie, w moim przekonaniu dyskwalifikuja to miejsce poki co zupelnie, nie wyobrazam sobie wybrac sie tam z jakiejs uroczystej okazji i dostac cos rownie beznadziejnego. W sumie rzadko sie zdarza, ze serwowane w restauracji jedzenie okazuje sie niejadalne.
A szkoda, bo niektore przystawki i dania glowne byly bardzo zachecajace. Tatar niestety albo przygotowany byl wczesniej (choc tego samego dnia) i trzymany w okraglej foremce w lodowce, albo ktos postanowil zbyt mocno go w tej foremce ubic. Kapary, ogorek, cebula i zoltko swieze i smaczne. Moje danie glowne bylo co najwyzej poprawne, mieso nieco suche, kawalki szynki parmenskiej raczej na nim polozone niz owiniete wokol, kurki wydawaly mi sie zbyt kwasne, szparagi w porzadku.
Za to przystwaka i danie glowne Moniki okazaly sie rewelacyjne, jedne z lepszych rzeczy jakie kiedykolwiek jadlem w Poznaniu – swiadczy to o tym, ze Bernardina nie warto skreslac i ze miejsce i kuchnia maja potencjal, jednak skutecznie tym razem zepsuty niedopuszczalnymi niedociagnieciami.
Pasztet z kaczki na cieplo z karmelizowana czerwona cebula i swiezymi liscmi roznych salat podany z duzym kawalkiem cienkiej grzanki byl pierwszorzedny, jezeli milabym sie przyczepic na sile, to porcja byla zdecydowanie za duza, polowa wystarczylaby w zupelnosci. Bardzo ciekawa propozycja.
Poledwica w sosie z serem gorgonzola byla absulutnie swietna, wypieczona na perfekcyjne medium wedlug zyczenia i podana na smacznym szpinaku, ktory milo ja uzupelniel i sprawial, ze masakrycznie niskiej jakosci dodatki byly do niczego niepotrzebne.
Jezeli milalbym pokusic sie o ocene w skali szkolnej to pasztet i wieprzowina zaslugluja w mojej opinii na piatke, o ile nie wyzej, tu polecam zdecydowanie i na tej podstawie mialbym ochote odwiedzic to miejsce ponownie. Czesc zamowionych przez nas dan byla na przyzwoitym poziomie, ale ogolnie calosciowo doswiadczenie w Bernardino to ocena niedostateczna, pala, luj jak to mowila mlodziez za moich czasow. Tak dramatycznie niskiej jakosci jedzenie (choc niby tylko dodatki) nigdy nie powinno opuscic kuchni. Miejsce jest nowe i miejmy nadzieje, ze okrzepnie i obsluga zorientuje sie, ze cos jest mocno nie tak, skoro czesc zamowien wraca do kuchni, bo nie wyobrazam sobie, zeby ktos bez slowa zaakceptowal cos podobnego. Rachunek wyniosl ok. 160zl.

0 komentarze:
Prześlij komentarz