Z sushi zetknelismy sie po raz pierwszy w Nowym Jorku, w okolicach roku 1999, wychodzi, ze 10 lat i 1/3 zycia temu, jak ten czas zapierdala. Lokalny market sprzedawal gotowe maki w plastikowych pudelkach. Choc robione na miejscu, daleko im bylo do tego, co poznalismy pozniej. W zasadzie malo pamietam, poza tym, ze nam smakowalo i kupowalismy przy kazdej okazji. Zdziwilem sie tez, ze maki mozna nadziewac nie tylko ryba, choc te z ryba przypadly nam do gustu najbardziej. Potem nastapil okres zapomnienia, bo Poznan w tym temacie nie mial nic do zaoferowania. Od roku 2005 zamieszkalismy w Londynie i tu w lunchowych kafejkach typu Pretamanger znow zaczelismy kupowac te plastikowe tacki. I znowu smakowalo. Naturalna koleja rzeczy zainteresowalismy sie tematem od nowa, odwiedzilismy kilka miejsc, od najprawdziwszych Japonczykow nauczylismy sie robic sushi w domu i odwiedzac poznanskie suszarnie, ktorych sie pare w miedzyczasie pojawilo. Napisze pare slow o tych, w ktorych bylismy.
Matii Sushi Bar – Poznan
W skrocie: super miejsce, jak dla mnie numer 1 w miescie, zaluje, ze poznalismy je stosunkowo pozno. Zaraz kolo Starego Browaru, w budynku PFC. Ciekawa dekoracja sprawia, ze czlowiek zapomina, ze znajduje sie w biurowcu. W srodku elegancko, ale atmosfera swobodna, nienachalna muzyka saczy sie z glosnikow, za barem schludni i konkretni mlodziency, widac, ze wiedza, co robia. Menu bardzo urozmaicone – kuchnia japonska, tajska, chyba chinska, wybor dan spory. Bardzo dobre zupy, probowalem trzech i wszystkie top notch. Plastry wolowiny w ostrym sosie chilli podawane na przystawke wspaniale. Stek w sosie z kurek, mimo, ze wygladal jakby byl nieco za mocno wypieczony okazal sie rewelacyjny, jeden z najlepszych stekow , jakie jadlem w zyciu, byc moze dzieki temu kurkowemu sosowi o idealnej konsystencji. Smazony makaron podany do niego byl, jak na moj gust, zbyt miekki. Sushi swietne i polecam kazdemu. Duzy wybor – maki tradycyjne i na cieplo, zawijane nie tylko w nori, ale tez w cienki jajeczny omlet (nazywa sie chyba temago), tofu itp, sashimi rowniez na wysokim poziomie, tunczyk wydal mi sie nieco zbyt blady w kolorze, moze to wina oswietlenia w restauracji. Szczegolnie polecam cos w rodzaju gunkana, ale owiniete ryba zamiast nori i wypelnione swiezym przepiorczym zoltkiem, maki z grilowanym tunczykiem na ostro i tego kurkowego steka. Wina w przyzwoitych cenach. Nie bylbym soba, gdybym nie dodal, ze kelnerki sa pierwszorzednej urody, choc zdarza im sie pomylic co do zamowienia. Zawsze wracam do Matii z nieklamana przyjemnoscia i ekscytacja, bo zawsze mozna wybrac cos nietuzinkowego i zawsze to cos okazuje sie byc na wysokom poziomie.
W skrocie: super miejsce, jak dla mnie numer 1 w miescie, zaluje, ze poznalismy je stosunkowo pozno. Zaraz kolo Starego Browaru, w budynku PFC. Ciekawa dekoracja sprawia, ze czlowiek zapomina, ze znajduje sie w biurowcu. W srodku elegancko, ale atmosfera swobodna, nienachalna muzyka saczy sie z glosnikow, za barem schludni i konkretni mlodziency, widac, ze wiedza, co robia. Menu bardzo urozmaicone – kuchnia japonska, tajska, chyba chinska, wybor dan spory. Bardzo dobre zupy, probowalem trzech i wszystkie top notch. Plastry wolowiny w ostrym sosie chilli podawane na przystawke wspaniale. Stek w sosie z kurek, mimo, ze wygladal jakby byl nieco za mocno wypieczony okazal sie rewelacyjny, jeden z najlepszych stekow , jakie jadlem w zyciu, byc moze dzieki temu kurkowemu sosowi o idealnej konsystencji. Smazony makaron podany do niego byl, jak na moj gust, zbyt miekki. Sushi swietne i polecam kazdemu. Duzy wybor – maki tradycyjne i na cieplo, zawijane nie tylko w nori, ale tez w cienki jajeczny omlet (nazywa sie chyba temago), tofu itp, sashimi rowniez na wysokim poziomie, tunczyk wydal mi sie nieco zbyt blady w kolorze, moze to wina oswietlenia w restauracji. Szczegolnie polecam cos w rodzaju gunkana, ale owiniete ryba zamiast nori i wypelnione swiezym przepiorczym zoltkiem, maki z grilowanym tunczykiem na ostro i tego kurkowego steka. Wina w przyzwoitych cenach. Nie bylbym soba, gdybym nie dodal, ze kelnerki sa pierwszorzednej urody, choc zdarza im sie pomylic co do zamowienia. Zawsze wracam do Matii z nieklamana przyjemnoscia i ekscytacja, bo zawsze mozna wybrac cos nietuzinkowego i zawsze to cos okazuje sie byc na wysokom poziomie.
Sakana Sushi Bar - Poznan
Niedaleko Starego Rynku w Poznaniu, zatem lokalizacja idealna. Dyskretny szyld na zewnatrz, atmosfera w srodku nieco sztywna, ale moze o to chodzi. Przeszkadza mi zupelna cisza, niektorzy maja to gdzies, ale ja nie lubie konwersacji, ktora kazdy, kto chce moze podsluchiwac, a moze, szczegolnie gdy jest malo klientow. Sakana w ogole jest mala, jeden owalny bar z plywajacymi wokol lodeczkami na ktorych na malych talerzach ulozone sa japonskie specjaly. Talerze sa w roznych kolorach – kazdy kolor to inna cena. Cos jak w kaiten sushi barach szybkiej obslugi, co mnie zdziwilo, bo Sakana chyba troche celuje w klientele bardziej ekskluzywna. I tak plywaja roznokolorowe talerzyki wokol baru, dopoki ich ktos z tych lodek nie zdejmie. Jak dlugo plywaja nie wiem, dlatego polecam raczej zamowienie u chlopakow przygotowujacych dania za zamowienie, bo to gwarantuje swiezosc. Jak ci chlopacy sie fachowo nazywaja nie wiem, ale na pewno napisali o tym w internecie. O ile pamietam (moge sie mylic) nie ma jakiegos konkretnego papierowego menu, z ktorego mozna wybierac, co dla osob zupelnie niezaznajomionych z tematem moze byc niedogodnoscia, bo o wszystko trzeba wypytywac, a z racji ciszy w lokalu wychodzi sie automatycznie na leszcza i dyletanta heheh. W takich miejscach, z racji ich rzadkosci i egzotyki przydaloby sie menu jasne i z informacjami na temat zawartych w nim propozycji. Samo sushi jest zajebiste, zarowno deski sashimi, hoso i futomaki, jak i nigiri. Chlopacy za barem sa w porzadku i bez problemu przygotuja wszystko wedlug zyczenia, choc zdarzaly sie pomylki, zwlaszcza w czasie wiekszego ruchu. Placi sie przy wyjsciu, trzeba niestety poczekac, az pani zza kasy pojdzie z powrotem na sale i policzy talerzyki. Jezeli chcecie kupic butelke wina, radze zapytac o cene, bo mozna sie zdziwic. Poza sushi niewiele wiecej mozna w Sakanie zjesc.
Niedaleko Starego Rynku w Poznaniu, zatem lokalizacja idealna. Dyskretny szyld na zewnatrz, atmosfera w srodku nieco sztywna, ale moze o to chodzi. Przeszkadza mi zupelna cisza, niektorzy maja to gdzies, ale ja nie lubie konwersacji, ktora kazdy, kto chce moze podsluchiwac, a moze, szczegolnie gdy jest malo klientow. Sakana w ogole jest mala, jeden owalny bar z plywajacymi wokol lodeczkami na ktorych na malych talerzach ulozone sa japonskie specjaly. Talerze sa w roznych kolorach – kazdy kolor to inna cena. Cos jak w kaiten sushi barach szybkiej obslugi, co mnie zdziwilo, bo Sakana chyba troche celuje w klientele bardziej ekskluzywna. I tak plywaja roznokolorowe talerzyki wokol baru, dopoki ich ktos z tych lodek nie zdejmie. Jak dlugo plywaja nie wiem, dlatego polecam raczej zamowienie u chlopakow przygotowujacych dania za zamowienie, bo to gwarantuje swiezosc. Jak ci chlopacy sie fachowo nazywaja nie wiem, ale na pewno napisali o tym w internecie. O ile pamietam (moge sie mylic) nie ma jakiegos konkretnego papierowego menu, z ktorego mozna wybierac, co dla osob zupelnie niezaznajomionych z tematem moze byc niedogodnoscia, bo o wszystko trzeba wypytywac, a z racji ciszy w lokalu wychodzi sie automatycznie na leszcza i dyletanta heheh. W takich miejscach, z racji ich rzadkosci i egzotyki przydaloby sie menu jasne i z informacjami na temat zawartych w nim propozycji. Samo sushi jest zajebiste, zarowno deski sashimi, hoso i futomaki, jak i nigiri. Chlopacy za barem sa w porzadku i bez problemu przygotuja wszystko wedlug zyczenia, choc zdarzaly sie pomylki, zwlaszcza w czasie wiekszego ruchu. Placi sie przy wyjsciu, trzeba niestety poczekac, az pani zza kasy pojdzie z powrotem na sale i policzy talerzyki. Jezeli chcecie kupic butelke wina, radze zapytac o cene, bo mozna sie zdziwic. Poza sushi niewiele wiecej mozna w Sakanie zjesc.
Sushi 77 - Poznan
Na ulicy rownoleglej do tej, przy ktorej jest Sakana, jednej z tych biegnacych od Rynku w strone Garbar, wiecznie zapominam te nazwy... Wodna, Wozna, moze Kozia? Kto zainteresowany ten znajdzie.
Bylismy raz jedynie, w sumie okej, ale nic specjalnego. Alkoholi brak, mimo, ze sa w karcie. Dla mnie minus, bo lubie do sushi wypic wino albo piwo (wbrew pozorom pasuje).
Jedzenie w porzadku, choc nie porywa. Bylo akurat pusto, a mimo to na zamowienie trzeba bylo troche poczekac, to samo na rachunek, ogolnie obsluga na srednim poziomie. Gdzies w sieci przeczytalem, ze podaja tam na deser dobry sorbet cytrynowy, ale nie bylo. Ceny w zasadzie porownywalne do Matii i Sakany, a miejsce jakoscia jednak odstaje.
Na ulicy rownoleglej do tej, przy ktorej jest Sakana, jednej z tych biegnacych od Rynku w strone Garbar, wiecznie zapominam te nazwy... Wodna, Wozna, moze Kozia? Kto zainteresowany ten znajdzie.
Bylismy raz jedynie, w sumie okej, ale nic specjalnego. Alkoholi brak, mimo, ze sa w karcie. Dla mnie minus, bo lubie do sushi wypic wino albo piwo (wbrew pozorom pasuje).
Jedzenie w porzadku, choc nie porywa. Bylo akurat pusto, a mimo to na zamowienie trzeba bylo troche poczekac, to samo na rachunek, ogolnie obsluga na srednim poziomie. Gdzies w sieci przeczytalem, ze podaja tam na deser dobry sorbet cytrynowy, ale nie bylo. Ceny w zasadzie porownywalne do Matii i Sakany, a miejsce jakoscia jednak odstaje.
Planet Sushi - Galeria Malta
Bylismy raz, w dniu otwarcia. To okolicznosc lagodzaca, wiec moze nie warto sie ostatecznie zniechecac, ale niestety nie bylo dobrze. Wystroj nieciekawy, wlasciwie nie bylo na czym zawiesic oka, za barem pryszczaty licealista, atmosfera jak w barze mlecznym, ogolnie malo to wszystko bylo zachecajace. Na dzien dobry informacja, ze alkoholi brak, bo jeszcze nie maja licencji. 15 minut czekalismy na kelnerke, ktora oswiadczyla, ze na dania gorace trzeba czekac godzine, a na sushi pol, mimo ze zajetych bylo ze ¾ stolikow. W zwiazku z tym podziekowalismy i opuscilismy lokal, w sumie bez zalu, bo i tak przeczuwalismy, ze bedzie nieciekawie. Wrocimy tam pewnie zeby sie przekonac czy mielismy racje.
Sushi Sekai – Poznan
Ogrodowa w gore od Deptaku – nie bylismy, jest nastepna w kolejce, podziele sie wrazeniami.
Bylismy raz, w dniu otwarcia. To okolicznosc lagodzaca, wiec moze nie warto sie ostatecznie zniechecac, ale niestety nie bylo dobrze. Wystroj nieciekawy, wlasciwie nie bylo na czym zawiesic oka, za barem pryszczaty licealista, atmosfera jak w barze mlecznym, ogolnie malo to wszystko bylo zachecajace. Na dzien dobry informacja, ze alkoholi brak, bo jeszcze nie maja licencji. 15 minut czekalismy na kelnerke, ktora oswiadczyla, ze na dania gorace trzeba czekac godzine, a na sushi pol, mimo ze zajetych bylo ze ¾ stolikow. W zwiazku z tym podziekowalismy i opuscilismy lokal, w sumie bez zalu, bo i tak przeczuwalismy, ze bedzie nieciekawie. Wrocimy tam pewnie zeby sie przekonac czy mielismy racje.
Sushi Sekai – Poznan
Ogrodowa w gore od Deptaku – nie bylismy, jest nastepna w kolejce, podziele sie wrazeniami.
Art Sushi - Stary Browar
j.w.

Matii- nic dodac nic ujać. No moze tylko a propo kelnerek, ze zdarza im sie pomylic za kazdym razem. Ale ogolna ocena celujaca.
OdpowiedzUsuń na zawszeSekana- o papierowe menu trzeba poprosic. Niestety samo w sobie amatorowi sushi mowi niewiele. Udalo im sie stworzyc charakterystyczna dla tego miejsca, lekko odpychajaca atmosfere. Doskonalym jej uzupelnieniem bylaby karta czlonkowska ;)
Sushi 77- jak to sie pospolicie mowi, ni w piec ni w dziewiec.
Planet sushu- no comment